wtorek, 24 października 2017

Dwukolorowy makijaż paletką MIYO za 15 zł


Niejednokrotnie powtarzałam - tanie nie znaczy gorsze, a drogie lepsze. Mimo, że my, kobiety, uwielbiamy luksus, nierzadko wybieramy funkcjonalność, czy chociażby idziemy na kompromis z naszym portfelem. A jak finalnie okazuje się to wspaniałym zakupem - nie ma nic lepszego! Takim wstępem mogę zaznajomić Cię z paletą MIYO, która kosztuje dokładnie 14,99 zł.



Mam kilka palet w swojej kolekcji, które kosztują powyżej 200 zł, a jakością nie grzeszą. A tu? Niecałe 15 zł i po prostu szok i niedowierzanie. Pigmentacja taka, że autentycznie szczena mi opadła, trwałość bezbłędna, a praca z tymi cieniami to dla mnie czysta przyjemność.


W tym makijażu użyłam dwóch cieni z palety Five Points (Carnival). Niebieskiego i pomarańczowego, które przepięknie ze sobą kontrastują. Zabawiłam się trochę optyką, ponieważ jedno oko jest pomarańczowo - niebieskie, a drugie niebiesko - pomarańczowe i wiem, że nie każdy zauważy to od razu.

Jak ostatnio większość makijaży, które tworzę - niekoniecznie jest dzienniakiem, chociaż Marta wyszła w nim na zakupy i podobno nawet nie patrzyli się ludzie na nią tak bardzo. No cóż, w Łodzi wiele rzeczy widziałam i takie coś niekoniecznie by mnie zdziwiło. Pamiętaj, to nie miasto. To stan umysłu!


Ale wracając do makijażu. W celu nadania jeszcze większego kontrastu i nasycenia barw, na ustach wylądowała moja ukochana pomadka od Marc Jacobs Beauty w kolorze Willful. Do tego włosy Wiśni i wszystko mimo, że z innej bajki, to według mnie wygląda właśnie... Bajecznie i odrobinę irracjonalnie.


Tworzenie tego look'u było idealnym momentem na przetestowanie kosmetyków, które otrzymałam od Lirene. I tak użyłam sobie bazy rozświetlającej Be Glam, która tworzy na skórze perłową taflę, ale przy tym nie obciąża jej. Sama konsystencja wchłania się bardzo szybko i pozostawia jedynie delikatny, nietłusty film. Genialny! Według mnie kosmetyk może okazać się hitem dla osób ze skłonnościami do przetłuszczania, które mimo wszystko lubią glow, ponieważ baza przedłuża trwałość makijażu i u niektórych może także ograniczyć wydzielanie sebum. U osób z cerą normalną, czy suchą musi być nałożona na pielęgnację. Nie widzę innej opcji, gdyż będzie czuć ściągnięcie i suchość.


Jako podkładu użyłam Stay Cover w odcieniu 301. Bardzo podoba mi się konsystencja i poziom krycia. Żadnym problemem nie jest również sama jego aplikacja. Pobiadolić mogę za to nad kolorem, który wpada w różowe tony i jest po prostu ciemny jak na najjaśniejszy. Dla mnie nie jest to ogromny problem, ponieważ wszystko mogę sobie wyrównać Mixerami z NYX, ale wiem, że nie każdemu chce się bawić w mieszanie. Druga sprawa - podkład jest ciężkawy. Nie ciężki, ale ciężkawy. Polecam nakładać na mokro - gąbką i na nawilżoną, wypielęgnowaną cerę, a utrwalać czymś delikatnym, drobno zmielonym. Wtedy powinno być ok!



Na wykończenie zaaplikowałam mgiełkę fiksującą, która nie dość, że zdejmuje pudrowość, to jeszcze przedłuża samą trwałość makijażu oraz scala wszystkie jego warstwy. Cera prezentuje się wtedy jak satyna i wygląda zdrowo.

Reszta kosmetyków, których użyłam w tym makijażu:

OKO:
► Anastasia Beverly Hills, Glowkit Moonchild (Pink Heart, Blue Ice),
Marc Jacobs Beauty, Velvet Noir maskara,

TWARZ:
MAC, paleta korektorów (Light),
► Chanel, puder Universelle Libre,

KONTUR I ROZŚWIETLENIE:
► Anastasia Beverly Hills, Glowkit Moonchild (Blue Moon),
Kat von D, Shade+Light Palette,

BRWI:
► Anastasia Beverly Hills, Brow Powder Duo (Taupe).


Która odważna wyszłaby w takim makijażu na zakupy?! A swoją drogą: znasz makijażowe perełki w równie śmiesznych cenach jak paletka MIYO? 
utf