piątek, 10 listopada 2017

Makijaż na koncert w cięższym stylu


Kilka dni temu w Łodzi odbył się koncert mojego ukochanego bandu Queen. Tzn. ukochany to on był jak śpiewał Freddie, ale nie odbiegając od tematu... Ja niestety odpuściłam, ale Wiśnia się na niego udała. I co to byłby za rock'owy koncert bez rock'owego makijażu?


Zrobiłam coś, co lubię robić najbardziej, czyli połączyłam dwa kolory, które robią całą robotę. Wykonanie takiego look'u to naprawdę bułka z masłem. Potrzebujemy czarnej, najlepiej grubej kredki, dobrze napigmentowanego, różowego cienia i jakiegoś beżu albo białego do podkreślenia łuku brwiowego.

Kredkę nakładamy na powiekę ruchomą i blendujemy do uzyskania pożądanego efektu. Ona sobie później zastyga (możemy pomóc jej czarnym cieniem), a na powiekę dolną aplikujemy wspomniany, różowy cień. Przestrzeń pod łukiem brwiowym delikatnie rozjaśniamy beżem lub bielą, a w sam kącik wewnętrzny oraz (według uznania) znów na powiekę ruchomą aplikujemy jakieś błyskotki. I tyle.


Można pobawić się także z linią wodną na przykład, można też zrobić kontrastującą kreskę. Wszystko w zależności od potrzeb i chęci.

Ja do stworzenia tego makijażu oka użyłam:

► Sephora, Easy Smoky Eye (Pitch Black),
► MIYO, Five Points Carnival (różowy cień),
► Anastasia Beverly Hills, Moonchild Glowkit (Pink Heart),
► Too Faced, Sweet Peach (White Peach).

Tak niewiele, a jednak!

Całości dopełnia jedna z moich ukochanych pomadek - MAC, Model Behavior. Jest ona na tyle nietuzinkowa, że mieni się na wiele kolorów: fiolet, granat, róż, bordo... Wszystko w zależności od kąta padania światła. A do tego jest naprawdę trwała jak na tak lekką konsystencję!


No dobra, to kto poszedłby tak na koncert rocka?!
utf