poniedziałek, 18 grudnia 2017

Full glam Xmas makeup - nie całkiem na serio


Od momentu skończenia tego makijażu do dziś mam mieszane odczucia i różne myśli biją się w mojej głowie. Niby super, hiper, odpicowana ja na zdjęciach. Z drugiej strony - to nie do końca jestem ja. Z kolejnej - przecież to tylko makijaż! I na tym pozostańmy, bo zawsze to powtarzam.

Wymyśliłam sobie full glam makeup. Taki typowo świąteczny, czy też noworoczny. Taki, w którym każda z nas czułaby się jak milion dolców, który pasuje do każdego typu urody. Jego znakiem szczególnym jest mnóstwo błysku, długie, podwinięte rzęsy i nudziakowo-brązowe usta.


W związku ze specyficzną budową mojego oka, makijaż nie do końca jest symetryczny, co też spędza mi sen z powiek, ale zrobiłam, co mogłam. Tak to jest z tymi oczyma. Szczególnie z okiem Justyny.
Nasunąć się może wniosek, iż nie dla każdego taka kreacja. I tak i nie. Gdyby zrezygnować z białych linii, spokojnie, można go stworzyć na niemal każdej powiece.


Makijaż oka wykonany jest tak naprawdę jedną paletą. Znów sięgnęłam po Naturally Yours marki Zoeva. Cień transferowy (czyli prościej mówiąc ten, który tworzy mgiełkę w załamaniu i dookoła oka) to Soft & Sexy, w zewnętrznej części powieki górnej i dolnej znajduje się Slow Dance oraz Timeless Chic. Ten piękny połysk to już pigment Inglot w odcieniu 115, a biała linia to biały liner tej samej marki.

Wspomnę jeszcze o kilku kreskach wykonanych czarnym linerem Aqua XL od MUFE. To najgorszy, najbardziej badziewny liner świata. Naprawdę. Aplikator to jakaś idiotyczna gąbka, którą ciężko namalować cokolwiek cienkiego, precyzyjnego. Gdyby ktokolwiek zastanawiał się nad nim - nie, nie, nie!


Na górnej oraz dolnej linii wodnej widnieje kredka Marc Jacobs Beauty w odcieniu Brownie. Pięknie pogłębia spojrzenie, bez efektu smutnego, małego oka.

No i Proszę Państwa - rzęsy za całe 3$ z Aliexpress. Są przepiękne, wyglądają obłędnie, ale ten pasek... Bardzo ciężko mi się z nim pracuje. Jest nieelastyczny, a klejenie w wewnętrznym kąciku zajęło mi kilka ładnych minut. Mimo wszystko - dla mnie, efekt wow!

Brwi - jak  zwykle - jedna z trzech opcji. Tym razem padło na duet z MAC, czyli cień Coquette oraz Brun.


Pontony, tzn. usta (przepraszam, przypadłość z czasów pływackich) to sprawka żelowej konturówki Sephora w odcieniu Rose wine. Bardzo, bardzo ją lubię! Nie dość, że fenomenalnie sprawdza się w roli konturówki, to spokojnie można też używać jej jako pomadki. Jest trwała, gładko sunie po ustach, nie rozlewa się. Jednym słowem, polecam!

Postawiłam też na mocniejszy kontur, ale oczywiście z paletą Shade+Light. Nie inaczej! Cieniowanie podkreśla piękny róż z Mary Kay, Giving Heart oraz szampański rozświetlacz z limitowanej kolekcji Kiko, Beam of Light.

Aha! Bazą do całych tych rozważań jest cudowny krem BB z The Face Shop o nazwie Magic Cover BB Cream. Uwielbiam!


I to by było wszystko. Przynajmniej tak mi się wydaje. Kto preferuje tak mocny look na nadchodzący, świąteczny czas, a kto pozostaje w wersji naturaln(iejsz)ej? Jeśli jeszcze nie wiesz, kliknij tu i zainspiruj się. Enjoy!
utf