piątek, 20 kwietnia 2018

Makijaż z paletą Huda Beauty - Desert Dusk


Podobno czego Huda się nie dotknie, zamienia się w złoto. I jak za złoto każe sobie płacić. Chyba dlatego do dnia dzisiejszego nie weszłam jeszcze w posiadanie żadnego jej kosmetyku, bo kusiły nie raz... Ale udało się! Dzięki cudownej Karolinie, która ostatnio mnie odwiedziła, mogłam pobawić się paletą Desert Dusk. Co o niej sądzę? Co wyczarowałam przy jej pomocy? Wszystko poniżej!

Nie ukrywam. Do Desert Dusk wzdychałam jeszcze przed jej premierą. Wydawała się być idealną paletą dla mnie, choć podobne cienie miałam już w kolekcji, stąd się powstrzymywałam. W sumie jest tak przy każdej palecie, bo jestem z tych, co uważają, że mają już przecież coś podobnego...


Największe wrażenie za każdym spojrzeniem robił zawsze na mnie cień Twilight. Ale tu akurat pewnie jestem w większości.
Przechodząc do konkretów...

Cienie matowe, satynowe są nieźle napigmentowane. Powiedziałabym, że w sam raz. Folie są foliami, więc się nie czepiam, taki ich urok. Brokatu nie ruszałam, bo wyglądał tak wątle, że po prostu się bałam, że wyleci cały.


Podczas rozcierania cieni miałam jednak cały czas wrażenie, że dokładając produktu, robię plamę, dziurę, iż nie wygląda to tak, jakbym sobie życzyła. Mimo tego efekt finalny mnie zadowala. Całość prezentuje się schludnie, plam nie widać. Jednym słowem - jest ok.

I właśnie. JEST OK. To są te słowa, które przekonują mnie po raz kolejny, że najzwyczajniej nie kupię tej palety. Znam wiele tańszych (choćby z MIYO, czy My Secret) i nie czuję ogromnej potrzeby wydania pieniędzy na tę. Zdecydowanie bardziej kuszą mnie te cudne dziewiątki od Hudy... Ale to też nie temat na teraz.


Poza paletą Desert Dusk, swoją premierę blogową ma także podkład Lirene, Age Cover. Jest to kosmetyk bardzo kremowy w swojej konsystencji, o średnim kryciu (możliwość budowania do średniego z plusem), którego zadaniem jest optycznie wygładzić cerę oraz na gruncie pielęgnacyjnym - przywrócić skórze jędrność.

Kolor 01, czyli najjaśniejszy w gamie jest niestety dość ciemny. Na tyle, że nie ma dnia w roku, bym mogła go na sobie nosić. Przy tym makijażu musiałam posilić się Mixerem z NYX, by dopasować go do karnacji Karoliny.


Jestem bardzo zdziwiona zachowaniem się podkładu. Oczekiwałam, że będzie bardziej mokry, nawilżający, otulający. Wręcz przeciwnie. Zachowywał się jak podkład matujący, trochę powłaził w linie mimiczne. Koniec końców nie oceniam go negatywnie, ale oczekiwałam czegoś więcej. Jest dobrze, ale czy koniecznie dla skór dojrzałych? Spierałabym się, bo mimo ekspresowego przypudrowania, jak wyżej wspomniałam, podkład zebrał się w zmarszczkach.


Jednego nie mogę mu za to odmówić - utrzymał się na skórze wyśmienicie, a na zdjęciach wygląda przepięknie. Na pewno będę go jeszcze testowała, by wydać ostateczny wyrok.

Pełna lista kosmetyków:

TWARZ: 
► esencja Unicorn Essence (jako primer), Farsali,
► korektor, Fit Me (05), Maybelline,
► podkład, Age Cover (01), Lirene,
► puder, Hydra-Mist Set & Refresh Powder, 
► różowy rozświetlacz (Opal), Alchemist Palette, Kat von D,
► róż, Eco Soul Carnival Blush (Coral), the SAEM,
► brązer, Laguna, Nars,

OCZY:
► paleta, Desert Dusk, Huda Beauty,

BRWI:
► cienie, Brow Powder Duo (Taupe), Anastasia Beverly Hills, 

USTA:
► tint, Airy Ink Velvet (Dry Rose Brown), Peripera.


Czy mamy tu osoby, które nadal marzą o tej palecie? A może też już Ci przeszło? 
utf