niedziela, 22 kwietnia 2018

Kolorowy makijaż festiwalowy


Muszę przyznać, że wiosna w pełni rozgościła się w mojej głowie i ów makijaż jest tego wytworem. Uwielbiam kolory w makijażu, uwielbiam szaleństwo w makijażu i koncerty też! Dlatego dziś przedstawiam makijaż festiwalowy.

Większość na oku to cienie z paletek MIYO (Carnival oraz Go Green). Jeśli jeszcze nie miałaś styczności z ich kosmetykami, masz wiele do nadrobienia. Paletki noszą nazwę Five Points i mają genialną jakość, cudowną kolorystykę i cenę na każdą kieszeń! Do tego znajdziecie je w sklepach Auchan, co jest dodatkowym plusem.

Poza cieniami MIYO, oko zdobi także zielony cień z palety The Vamp od Marc'a Jacobs'a, turkusowa, matowa kredka tej samej marki oraz cień Amethyst z palety Alchemist od Kat von D w wewnętrznym kąciku.

Rzęsy to jedne z moich ulubionych, czyli Wispies od Ardell. Lekkie, na przezroczystym pasku, wyglądające dość naturalnie. Sprawdzą się przy każdej okazji.


Jak festiwal, to festiwal. Do kolorowych oczu dołączyła charakterna czerwień w odcieniu Sevilla, również od MIYO. To jedna z najpiękniejszych (o ile nie najpiękniejsza) czerwień w mojej kolekcji. Idealna dla każdego, a przy tym niesamowicie komfortowa w noszeniu i aplikacji.

Już nie mat, a zdrowy glow jest moją makijażową dewizą. W końcu mogę sobie na niego pozwolić. Było to pierwsze starcie z nawilżającym cushion'em Missha, który sprezentowała mi Interendo i który pokazywałam w tym poście. Kolor - ideał. Konsystencja - przyjemna, delikatnie kremowa. Efekt - bardzo mokry, świetlisty, zdrowy, drugiej skóry. Jestem zauroczona!

Co ciekawe - od kiedy przyjmuję izotretynoinę mogę pozwolić sobie na stosowanie kosmetyków, które wcześniej nie spełniały moich matowych wymagań. W ten właśnie sposób pokochałam sypki, transparentny puder Shiseido. Zabawne. Był to mój najgorszy puder z kolekcji, który znienawidziłam po pierwszym użyciu. Moja skóra świeciła się po nim jak latarnia... A teraz. Aż śmiać mi się chce. Utrwalił krem BB, ale skóra nadal pozostała rozświetlona i wyglądała pięknie.


Dlatego, że od zawsze fascynują mnie osoby z piegami, postanowiłam domalować sobie własne. Tak chociaż na jeden dzień. Użyłam do tego nowości - wielofunkcyjnej kredki z MUFE - Artist Color Pencil w odcieniu Total Taupe. Jestem nią bardzo zaskoczona - miękka, ale niezbyt miękka, w idealnym kolorze szarobrązu. Myślę, że nada się również do brwi, co również mam zamiar sprawdzić!

Po raz kolejny zrezygnowałam z konturowania. Dodałam policzkom rumieńców przy pomocy pięknego różu, czyli Air Blush marki Marc Jacobs w kolorze Lush and Libido i delikatnie musnęłam żuchwę oraz boki czoła Laguną z Nars.


Brwi jedynie przeczesałam bezbarwnym żelem od Miss Sporty. Tego samego dnia potraktowałam je henną - nie trzeba im było dodatków.


Do tego dorzuciłam krowi kolczyk w nos, kwiatek we włos i idealnie! Można iść się bawić!
utf