niedziela, 1 lipca 2018

Cztery piękne - Belladonnas


Jeśli chodzi o moje pomadkowe gusta - im dziwniej, tym lepiej... Naprzeciw wychodzi mi jedna z najbardziej kolorowych marek kosmetycznych, czyli MIYO. Firma, która zachwyca swoją jakością, filozofią i cenami. Czy limitowana edycja pomadek Lip Me Lipstick również trafiła do mojego serca, czy tym razem jest inaczej?

Zacznę od tego, że edycja Belladonna liczy sobie cztery pomadki. Trzy w fioletach, jedną w kolorze wina. Słowem - coś co naprawdę lubię.


Numer jeden nazywa się Natasha Fatale. To przepiękny granat z delikatnymi drobinkami. Kolor, którego brakowało mi w kosmetyczce i kolor, który z chęcią noszę nawet na co dzień. Wykończenie pomadki waha się między satyną a matem. Aplikuje się ją raczej bezproblemowo, ale nie można zapomnieć o peelingu i dostatecznym nawilżeniu.


Pomadka numer dwa - Ursula - moja faworytka. Idealna na lato, ponieważ ma metaliczne wykończenie i pięknie połyskuje w promieniach słońca. Wielowymiarowa. Bardzo łatwo się ją nakłada, nawet jeśli usta nie są idealnie gładkie. Sama konsystencja przypomina mi Frost'y z MAC'a, co jest dla mnie ogromnym plusem. Pomadka sunie po wargach niemal sama. Nie maże się, nie rozlewa, nie robią się w niej dziury. Dla mnie zdecydowanie najlepsza z całej czwórki!


Kolejna, czyli już trzecia - Cruella de Vil. Przepiękny, głęboki fiolet. Idealnie komponuje się z zielonymi oczyma albo alabastrową skórą lub czarnymi włosami. Problem jest jeden - pomadka ma dość oleistą konsystencję i przez to na moich przesuszonych wargach prezentuje się fatalnie. Kluczowe jest to, by przed jej aplikacją zadbać o peeling  i solidne odżywienie. Inaczej może być ciężko.


Magica De Spell jest ostatnią pomadką z serii Belladonna. To, co ją wyróżnia to kolor - już nie fiolety, a wino. Przepiękna! Co do konsystencji - niemal identyczna jak Cruella de Vil, zatem bez pielęgnacji się nie obejdzie.


Bardzo, ale to bardzo podoba mi się sam zamysł na tak szalone kolory, ale również nazwy, które odwołują się do czarnych charakterów z bajek. Dzięki temu dowiedziałam się, że Cruella de Mon to to samo co Cruella de Vil. Wiesz, ta szalona babka z Dalmatyńczyków. Doceniam to mocno.

Mam jednak nadzieję, że kolejne pomadki wychodzące spod skrzydeł marki będą miały konsystencję zbliżoną do tradycyjnych Lip Me Lipstick i w niczym już nie będą przypominać oleistej konsystencji dwóch ostatnich. By każdy mógł się nimi cieszyć.

Pomadki znajdziesz w sklepie internetowym MIYO, a dokładniej TU.


A która z tych "antybohaterek" przemawia co Ciebie? Którą chciałabyś nosić na swoich ustach?
utf