czwartek, 16 sierpnia 2018

Kuracja izotretynoiną - aktualizacja po 5 miesiącach


Zjawiam się z apdejtem mojej kuracji przeciwtrądzikowej! Jak sprawa ma się po prawie pięciu miesiącach? Jak się czuję? Jak ze skutkami ubocznymi? Wszystko poniżej.

Może zacznę od tego, że do końca kuracji pozostało mi jeszcze 3,5 miesiąca, więc większość już za mną. Dodam też, że przed oraz w trakcie leczenia spotkałam się z demonizowaniem izotretynoiny, a wcale nie jest tak strasznie jak mawiają... Są minusy, oczywiste. Przecież to taka trądzikowa ostateczność.

I może minusy pójdą na pierwszy ogień. Przede wszystkim włosy. Od drugiego miesiąca lecą jak szalone. Czas najwyższy kupić coś, by je wspomóc. Choć nie ma tego złego, bo moja uroda jest taka, że włosów miałam ogrom, co mnie denerwowało. Było ich zbyt wiele, były ciężkie. A teraz? A teraz mi lepiej. I lżej.


Suchość. To nic odkrywczego, ale gruczoły łojowe praktycznie nie pracują. Skóra nie wydziela łoju. Nie przetłuszcza się. Trzeba non stop jej pomagać, pamiętając również o ustach, które chyba najbardziej dają się we znaki. Podczas chłodniejszych dni na dłoniach pojawiają się suche placki, a depilacja pach, czy nóg już nie jest taka łatwa. Trzeba smarować i delikatnie oczyszczać. Aha! Spojówki i śluzówka nosa też dają czadu, choć jest lepiej niż na początku.

Zmienność nastroju. U mnie pojawia się dość rzadko, ale widzę, że niektóre reakcje są przerysowane, co czasem jest męczące i dla mnie i dla otoczenia.

Bóle kręgosłupa to norma. Czasem lekkie, ale czasem przyciskające do łóżka. Pojawiają się zwykle po długich spacerach albo bardziej wymagających aktywnościach. Mimo wszystko do przeżycia i kontroli.


Owłosienie. No i właśnie. To sprawa ciekawa, bo od kiedy zażywam izo, wspomniana depilacja pach, czy nóg nie jest sprawą taką łatwą jak wcześniej. Przed kuracją czynność tę wykonywałam co 2-3 tygodnie. Teraz? 4 dni to już mus. Konsultowałam to z innymi osobami i rzeczywiście - część boryka się z tym samym problemem, jednak nie jest to reguła.

Nadpotliwość dłoni i stóp to rzecz, która doskwiera mi podczas upałów albo stresujących sytuacji. Z tych zabawnych - podczas egzaminu ze statystyki miałam tak mokrą dłoń, że długopis co chwilę wysuwał mi się z dłoni, co wyglądało dość podejrzanie.

I to już wszystkie negatywy. Przyznam szczerze, że żaden nie zmienia mojego pozytywnego nastawienia do tego, jakie następstwa niesie ze sobą lek. A są to...

Czysta skóra. Wreszcie mam czystą, gładką skórę. Nie męczą mnie codzienne wypryski, podskórne gule, zaskórniki. Oczywiście zobaczymy jak zachowa się ona po kuracji, jednak moje mentalne samopoczucie i samoakceptacja nigdy chyba nie były na tak wysokim poziomie, biorąc pod uwagę właśnie skórę. Wiadomo - czasem coś wyskoczy, ale dwa dni i praktycznie nie ma śladu. Poza tym nie ma takiego bólu jak wcześniej, gdy na przykład nie mogłam oprzeć się o ścianę (w domyśle oczywiście mam wypryski na plecach) lub gdy mówienie sprawiało mi ból.
Niby tylko tyle, a aż tyle.


Co do wyników krwi - wszystko w najlepszym porządku, wszystko w normie, nic nie poszło do góry, także chwała mojej wątrobie i abstynencji.

Niebawem dam znać, które kosmetyki są mi niezbędne w czasie kuracji. Spoileruję na zdjęciach. Wydaje mi się, że może być to przydatne dla wszystkich, którzy przechodzą to samo, bądź mają problem z suchą jak wiór skórą. A przyznam... Wcale nie tak łatwo znaleźć kosmetyki, które spełniłyby moje oczekiwania.


Podejrzewam, że ostatnia aktualizacja pojawi się już po kuracji. Chyba, że stanie się coś, co będzie zasługiwało na uwagę - wtedy podzielę się myślami.

Życzę Ci zatem pięknej skóry, która nie jest codziennym utrapieniem!
utf