sobota, 28 października 2017

Goodal, Nature Infused Mist


O tonikach ostatnio już było, ale co z tego, skoro poza tym klejuchem z Ginvera obydwa poszły w niepamięć? Z perspektywy czasu, tęskno mi do nich, ale zaczęłam pocieszać się wyrobem marki Goodal. Co z tego wyszło?

Nie zamierzam pisać elaboratu. Produkt to oczywiście wyrób koreański, a markę Goodal znam i lubię, więc korzystanie z ich dóbr raczej nie niesie ze sobą dreszczu emocji. Podany jest w plastikowej buteleczce, która mierzy sobie 80 ml.


Dozowanie to istna przyjemność. Atomizer serwuje cudowną, delikatną mgiełkę. Najlepszą ze wszystkich, jakich kiedykolwiek doznałam, serio. Tak naprawdę tonik tworzy na naszej skórze niewyczuwalną woalkę. I... Nie klei się!

W tym poście wspominałam o moim koszmarze związanym z klejącymi się kosmetykami i nic się od tamtego momentu nie zmieniło. Nadal ich nie cierpię!


Produkt ten można otrzymać w kilku formulacjach, w zależności od typu skóry i problemu, który chcemy zwalczyć. Moja wersja przeznaczona jest do cer zanieczyszczonych, trądzikowych i przetłuszczających się. Podoba mi się w nim to, że wchłania się bardzo szybko, ale nie pozostawia skóry suchej. Czuć przyjemne nawilżenie i jeśli jestem w biegu, potrafię nie nałożyć rano na niego kremu i nadal jest ok. Do tego to idealna propozycja, by odświeżyć się w ciągu dnia!

Wszystkie wersje tego kosmetyku znajdziemy oczywiście na Jolse!


Jestem jak najbardziej na tak, choć nie ukrywam, że moi poprzedni faworyci są niezmienni. No bo jak tu ulepszyć ideał?!
utf