poniedziałek, 9 października 2017

Jesienna pielęgnacja skóry wg Justyny


Jesień i zima to najcięższe okresy dla mojej skóry. To po prostu czas wariowania: grzejniki, ciągłe zmiany temperatur, deszcze, burze i takie inne. To czas, gdy muszę podjąć wyzwanie w stylu: "Wypielęgnowana cera albo usychaj!". Tym razem się nie poddaję i jestem na dobrej drodze. Jeśli chcesz poznać kosmetyki, które będą towarzyszyły mi tej jesieni, zapraszam dalej.



Najsilniejszą pozycją będzie tutaj serum Bless Me od Kolendo, którego używam już dwa miesiące i nie wyobrażam sobie tygodnia bez niego. Cenię je przede wszystkim za to, że mimo olejkowej formy, jest suche, nie zostawia tłustej warstwy, a przy tym niesamowicie odżywia skórę, cudownie rozświetla i pięknie pachnie. Istne złoto z płynie! Stosuję samoistnie, mieszam z maskami, kremami, serum, czasem i z innym olejkiem, na włosy, usta, pod oczy, wszędzie!


Równocześnie z Bless Me zaczęłam stosować esencję od Kicho, która zwie się Phyto Natural Total Essence i według mnie to bardziej serum, niż wspominania esencja. Lubię w niej to, że dogłębnie nawilża skórę i stawiam ją w tym momencie na równi z moim ukochanym serum MAC z serii Lightful C, którego używałam wcześniej. Minusem jest dla mnie to, iż kosmetyk niesamowicie się klei, więc używam go jedynie na noc. Mimo tego, uważam że to świetny kosmetyk i jest mi niezbędny podczas jesieni. W ciągu jednej nocy potrafi naprawić kilkudniowe zaniedbania w pielęgnacji!


Jak już przy Kicho jesteśmy, to od dwóch tygodni używam również kremu tej marki (Sheep Oil Cream). To silnie odżywczy krem na bazie lanoliny, którego zadaniem jest także nawilżenie, ochrona przed czynnikami zewnętrznymi, prewencyjne działanie przeciwstarzeniowe oraz wyciszenie skóry nadreaktywnej. Kosmetyk dedykowany jest na dzień i przez skóry suche, odwodnione i normalne może być spokojne w ten sposób używany. Ja wolę jednak stosować go na noc, choć gdy moja skóra ma gorszy dzień, również aplikuję go na dzień. Na razie nie jestem w stanie powiedzieć więcej na jego temat, ale wydaje mi się, iż będzie to owocna znajomość!


Dalej... Cudowna, delikatna, oczyszczająca pianka Nada. Nie ma szans, by skóra po jej użyciu zaczęła się łuszczyć, czy napinać (przynajmniej w moim wypadku). Nie używam codziennie ze względu na zawartość kwasów, ale wtedy, kiedy mam ochotę na coś trochę mocniejszego, niż stały olejek. Pianka przeznaczona jest dla skór problematycznych. Jednocześnie walczy z niedoskonałościami, ale też dodatkowo nie podrażnia. Idealnie wyważony środek w przyjemnej cenie, dostępny na Jolse. Polecam się zaopatrzyć, dopóki można ją dorwać z rabatem!



Ostatnio toniki denkuję jak szalona. Jestem ciekawa, czy ten finalnie przypadnie mi do gustu. Na razie testuję i pokładam wielkie nadzieje, tym bardziej, iż markę Goodal bardzo lubię. Clarifying Plum Mist przeznaczona jest do skór zanieczyszczonych, trądzikowych, z tendencją do powstawania przebarwień. Ma rozjaśniać lico, doprowadzać je do prawidłowego pH oraz nawilżać i chronić. Z pierwszego wrażenia mogę powiedzieć, że pachnie subtelnie, naturalnie i nie klei się, ale także atomizer serwuje idealną mgiełkę, idealną.


I trójka moich wspaniałych, czyli krem MAC z serii Lightful C, który stosuję na dzień, mieszając z Bless Me, maska pod oczy z Sisleya, pomagająca uporać się z zasinieniami i efektami nieprzespanej nocy oraz najlepsza na świecie maska enzymatyczna do ust z Laneige. Nie ma nic lepszego od niej! To produkty, które (brzydko mówiąc) męczę już naprawdę wiele miesięcy i jestem z nich w pełni zadowolona!


Miejsce w jesiennej pielęgnacji zaskarbiła sobie również luksusowa maseczka z The History of Whoo. To kosmetyk peel off, podobno ze złotem. Pachnie jak luksusowe perfumy! A co ma robić? Oczyszczać skórę z zanieczyszczeń i toksyn, odżywiać i wygładzać. Na razie mam za sobą dwie aplikacje, więc wstrzymam się z werdyktem. Cieszy mnie to, że zastyga równomiernie, zdejmuje się w całości i absolutnie nie podrażnia skóry. Mam co do niej ogromne oczekiwania, gdyż to kosmetyk po prostu drogi. Umówmy się, od maseczki za ponad 160 zł można wymagać. Kiedy wyrobię sobie o niej zdanie, na pewno wrócimy!


Tak właśnie wyglądają moje niezbędniki, których będę używała tej jesieni (a może i zimy?). Jest tu zdecydowanie koreańsko, co mnie cieszy, bo to właśnie azjatycka pielęgnacja sprawdza się u mnie najlepiej. Jestem ciekawa, na co Ty stawiasz i co jest Twoim jesiennym, pielęgnacyjnym niezbędnikiem?
utf