niedziela, 25 lutego 2018

Idiotyczne zachowania klientów w perfumerii + KONKURS


Może nie jestem perfumeryjnym wyjadaczem, ale miał miejsce w moim życiu taki epizod, kiedy pracowałam jako konsultant. O samej pracy, jej atmosferze, zaletach i wadach opowiem za jakiś czas, a dziś skupię się na tym, w jak idiotyczny sposób potrafią zachowywać się klienci. Bo o różnych zachowaniach krążą już niemal legendy... Czas to zweryfikować z moim doświadczeniem.

1. Próbka, plis.
To taki klasyk, kiedy kilka razy na tydzień przychodzi dokładnie ta sama osoba i prosi dokładnie o tę samą próbkę. Zwykle były to luksusowe kremy. W sumie... Jakby za każdym razem brać próbkę kremu, to po kilku razach uzbiera się pełnowymiarowe opakowanie. Po co płacić, skoro można dostać?


2. Żeby było na waciki.
Niejednokrotnie spotkała mnie sytuacja, kiedy kobiety wkraczały do perfumerii i zaczynały zbierać waciki, po czym chowały je do kurtek, czy torebek. Na moje typowe pytanie: "Co pani robi?" odpowiedzi były różne. Na przykład: "Ale tylko kilka sztuk. / Ale ja myślałam, że można. / Ale ja tu często kupuję.". Dopiero poinformowanie, że to nazywa się kradzież, sprawiało, iż kobiety maksymalnie się mieszały, odkładały waciki i wychodziły z podkulonym ogonem. Nie jestem w stanie zrozumieć tego zachowania, bo przecież koszt wacików to 2 - 3 zł. Ale liczy się życie na krawędzi!

3. Ale Pani to na pewno nie podoba się swojemu facetowi!
Taaaa... To była jednorazowa sytuacja, aczkolwiek wiem, że takie niewybredne komentarze zdarzają się zdecydowanie częściej. Zatem... Przyszła Pani. Około wieku emerytalnego. Oczywiście wypindrzona i dobrze ubrana. Ciągnie mnie do tych najdroższych półek i pyta o opinię. Miała szczęście. Trafiła na mój ulubiony podkład, więc powiedziałam, co uważam. Po czym skwitowała mnie cudownie: "Jest pani taka biała, jak gejsza! Faceci nie lubią takich bladych!". Stereotypy... Roześmiałam się, bo bawi mnie zawężony tok myślenia i ograniczenia ludzi. Grzecznie odpowiedziałam, że jakoś mam narzeczonego i żyję i mu się podobam, więc nie wiem, w czym ma taki problem z moją jasną karnacją. I tu strzał w kolano: "On na pewno kłamie! To niemożliwe!". Na szczęście po tych słowach nasza konsultacja zakończyła się w ekspresowym tempie, ale wspomnienia wciąż są żywe. Zawsze powodują choćby uśmiech!


4. Wykąpmy się w perfumach!
To także klasyk, bo takich delikwentów dziennie było co najmniej kilkoro. Na czym to polega? Wchodzisz, wylewasz na siebie pół flakonu zapachu, dla niepoznaki spytasz się ile kosztuje największa pojemność, rozglądasz się, czy jesteś obserwowany. Jeśli tak, odrobinkę zmieniasz położenie i lejesz dalej! Aż personel zacznie się dławić, po czym wychodzisz.

5. Ja mam stały rabat!
Czyli klasyczna śpiewka, już przy kasie, kiedy klient podaje swoją kartę członkowską. A żeby było ciekawiej - nie było czegoś takiego jak stały rabat. Typowe januszostwo i cebulactwo. I zdarzało się to przy różnych klientach. I takich, co kupowali za  100 zł i 1500 zł. Jedni sądzili, że mają ciągle minus 10%, inni, że nawet minus 40%. Często kończyło to się tak, że robiło się niemiło, bo klient wpadał w totalną furię i rezygnował z zakupu. I przyznam szczerze, że bardzo nie lubiłam takich sytuacji i musiałam bardzo powstrzymywać słowa, które przychodziły mi do głowy. Na szczęście problem ten już mnie nie dotyczy!


6. Bo jestem głodna.
Legenda o wygryzanych pomadkach wcale nie jest wyssana z palca. Spotkało mnie to raz i do dziś zastanawiam się, jak można włożyć sobie do ust używaną, zakurzoną, z milionami bakterii pomadkę, tylko po to, by ją mieć za darmo!? Widocznie można. Abstrahując od kwestii higienicznej, zastanawiam się, czy to sprawia, że taka kobieta czuje się z taką pomadką lepiej, luksusowo? Przecież jest tyle świetnych, tanich pomadek! Co więcej - według mnie te perfumeryjne w większości są po prostu do kitu i do pięt nie dorastają choćby szminkom z MIYO, czy Golden Rose. Czy chęć posiadania produktu luksusowego jest aż tak wielka, że człowiek zamienia się w ohydnego złodzieja? Widocznie tak.


7. Daj mi cokolwiek.
I to, co denerwowało mnie prawie tak samo, jak wylewanie na siebie zapachu. A do dziś nie wiem, czemu miałoby służyć. Przychodzi klient, prosi o próbkę jakiegokolwiek kremu. No dobrze, ale co on ma robić, jakich efektów oczekujesz, jaką masz skórę? Nie. To nie jest ważne! On chce jakikolwiek krem! No i wiesz, stoję z zakłopotaną miną, ale w środku się gotuję. Ładuję więc ten najtańszy i nie, nie dołożę więcej, choć prosi. Daję i odchodzę. Najlepiej pod wentylator, żeby się schłodzić.


8. Syf, kiła i mogiła.
Dobra, nie będę owijała w bawełnę. Nie wszystkie testery w perfumerii są świeżutkie. Nie każda osoba, która z nich korzysta jest zdrowa. Ze zgrozą zawsze spoglądam na osoby, które na żywca jadą sztyftem pomadki po ustach albo ładują dłonie do pojemniczków z kremami... Dbajmy przede wszystkim o siebie. Nie polecam zatem korzystania z próbek produktów, które są odkręcane, bo najprawdopodobniej już jakaś chytra baba wsadziła tam paluchy. Nie jest także dobrym pomysłem nakładanie pomadki z aplikatorem, bo jej wnętrze to siedlisko bakterii. Polecam zatem korzystać z testerów z pompkami, tubkami, czy pomadek klasycznych (po uprzednim zdezynfekowaniu przez personel).

I tak. Wszelkie podobieństwo do zdarzeń nie jest przypadkowe. To wszystko wydarzyło się na serio.
Które powyższe zachowania są według Ciebie nie do wyjaśnienia i nie do zrozumienia?


I konkurs! Nie jestem pewna, czy ktoś zauważył, że Okiem Justyny ma w swoim adresie na końcu dwie magiczne literki!? Wreszcie zdecydowałam się na ten krok i strasznie mi z tym dobrze, choć nie obyło się bez ofiar. Komentarze do postów od października poznikały... Nie wiem, czy będę w stanie je odzyskać. Ale się zobaczy! Nie przedłużając...

Zasady są szalenie proste, a nagrody dwie! Ta ze zdjęcia oraz niespodzianka. 

REGULAMIN
1. Konkurs trwa od 25.02.2018 do 11.03.2018 r do 23:59.
2. By wziąć w nim udział, należy w komentarzu pod tym postem odpowiedzieć na pytanie: Najbardziej w sobie lubię...
3. Niech poniesie Was fantazja. Piszcie to, co czujecie. Nie ma odpowiedzi złych!
4. Konkurs skierowany jest do obserwatorów bloga, zatem koniecznie jest bycie publicznym obserwatorem (gadżet Obserwatorzy widoczny jest po prawej stronie bloga, wystarczy kliknąć "Obserwuj".)
5. Jeśli wpadasz tu częściej, będzie mi miło, jeśli polubisz moją stronę na Facebook'u oraz profil na Instagram'ie (odnośniki do tych kanałów znajdziesz również po prawej stronie bloga, na samej górze). Nie jest to jednak wymóg wzięcia udziału w zabawie!
6. Po zakończeniu konkursu, daję sobie 4 dni na wybranie zwycięskiej odpowiedzi.
7. Wyniki pojawią się w formie aktualizacji tego wpisu.
8. Wśród osób, które w jakikolwiek sposób udostępnią informację o konkursie i poinformują mnie o tym w komentarzu konkursowym (konieczne podesłanie linku), zostanie wybrana jedna osoba, która otrzyma atrakcyjną niespodziankę. W jaki sposób podzielić się informacją o konkursie? Możesz udostępnić link do konkursu na Facebook'u, banner na blogu, wzmianka na Instagramie, cokolwiek!
9. Nagrodami dla wybranej odpowiedzi są: pianka oczyszczająca do twarzy marki Ginvera, błyszczyk Punch Pop! w odcieniu Mango marki Benefit, odżywczy balsam do ust Lanolips, maskara Lash Alert! marki Eyeko, zestaw kremów na dzień i na noc zwężający widoczność porów oraz balansujący działanie skóry marki Caolion.

No to co? Lecimy! Czekam na Wasze odpowiedzi i już zapraszam na mój Instagram, bo tam też za chwilę pojawi się paka dobroci. Wielbicielki Origins i Make Up For Ever niech mają się na baczności!
utf