sobota, 17 lutego 2018

Makijaż mineralny, metamorfoza Weroniki


Czy minerałami można osiągnąć pełne krycie i stworzyć trwały makijaż? Krążą plotki, że niby nie. A jak jest w rzeczywistości, dowiecie się z tego wpisu. Zapraszam do kontynuowania lektury.

Pewnego dnia przybyła do mnie Weronika. Posiadaczka cery normalnej, wrażliwej, z tendencją do przesuszeń i przede wszystkim z AZS, które w jej przypadku dyskwalifikuje większość kosmetyków. Stwierdziłam, że to idealny moment na wyciągnięcie minerałów.



Istnieje takie dziwne przekonanie, iż nadają się one jedynie do delikatnych makijaży, że nie zakryją wszystkiego, że cera będzie wyglądała na suchą, szarą. Nic bardziej mylnego! Dobrze dobrane minerały, są w stanie spełnić wszystkie nasze wymagania, przy czym nie będą miały negatywnego wpływu na skórę. Wręcz przeciwnie - pozwolą jej oddychać, będą leczyły stany zapalne i koiły.

I mimo, że przedstawiłam to wszystko w tak różowym świetle, to z drugiej strony, wcale nie jest tak łatwo odnaleźć swój ideał wśród minerałów.


Są te średnio i mocno kryjące... Są rozświetlające i matujące. Walczące z trądzikiem i kojące. Takie, które wytrzymają cały dzień bez poprawek i takie, które będziemy przeklinać przez długie tygodnie.

Aby znaleźć idealny podkład mineralny, środek jest prosty - trzeba testować. Tak, jak z każdym innym podkładem. Każda skóra jest inna i każda polubi co innego.

Moimi pewniakami są podkłady: Minerals Love Botanicals z Pixie oraz Blemish Remedy z Bare Minerals. To te dwa, które gwarantują mi praktycznie pełne krycie oraz nie mam żadnego "ale", co do ich trwałości.


I w tym makijażu użyłam właśnie podkładu z Pixie, ale przed jego nałożeniem zaaplikowałam jako primer puder kapokowy (również tej samej marki), by wszystko rozłożyło mi się równomiernie i żeby skóra nie przetłuszczała się nadmiernie w ciągu dnia.
Niech pokaże mi się ktoś, kto nie jest pod wrażeniem krycia tego kosmetyku...

Obszary zaczerwienione musnęłam także korektorem mineralnym w kolorze zielonym z Lily Lolo. Jak powszechnie wiadomo - zieleń neutralizuje czerwień, stąd takie posunięcie.


Podkład pozostawiłam sam sobie. Nie wykańczałam go żadnym pudrem, nie potrzebował tego. Brązer i rozświetlacz rozprowadziły się gładko, bez smużenia.

Na oko nałożyłam tak naprawdę dwa cienie: Opal z palety Alchemist od Kat von D powędrował w kąciki, natomiast nieśmiertelny Satin Taupe z MAC na całą powiekę górną oraz dolną. Dzięki temu, że jest on wielowymiarowy, tworzy przepiękny efekt i jest samowystarczalny.

Oko otworzyły pojedyncze kępki, przyklejone w zewnętrznych kącikach, a także naturalnie podkreślone brwi.


Pełna lista kosmetyków:

TWARZ:
podkład Minerals Love Botanicals, Pixie Cosmetics,
puder kapokowy (jako primer), Pixie Cosmetics,
zielony korektor mineralny, Lily Lolo, 
paleta do konturowania Shade+Light, Kat von D, 
różowy rozświetlacz (Opal), Alchemist Palette, Kat von D,
róż, Eco Soul Carnival Blush (Coral), the SAEM,

OCZY:
cień Satin Taupe, MAC,
różowy rozświetlacz (Opal), Alchemist Palette, Kat von D,
maskara Dimensions, Chanel,

BRWI:
cień Coquette + Brun, MAC,

USTA:
błyszczyk, Outstanding Lip Gloss (Long Holiday). MIYO.


Od siebie - bardzo polecam choćby wypróbowanie poszczególnych minerałów. Być może okaże się, iż znajdziesz ulubiony podkład, który dodatkowo będzie leczył Twoją skórę. Większość marek sprzedaje próbki, które wystarczą spokojnie na kilka użyć, podczas których z pewnością będziesz w stanie stwierdzić, czy to jest "to".

Kto jeszcze stawia się minerałom, a kto już ukochał sobie jakieś konkretne?
utf